Wiersze i piosenki na miesiąc listopad
„Skarpetkowa sprawa” – opowiadanie Klaudii Opielskiej
Ranek przywitał Tolę, Tymka i Tropka gęstym, jesiennym deszczem. Mama z uśmiechem przygotowała dla dzieci płaszcze przeciwdeszczowe. Toli był żółty, jak promyk słońca, a Tymek miał niebieski, przypominający niebo. Na stopy czekały już uszykowane kalosze. Tropkowi deszcz w ogóle nie przeszkadzał. Radośnie merdał ogonem, gotowy na spacer. Kiedy Tymek zakładał bucik, zatrzymał się ze zdziwioną miną. – Mamo, mam tu dziurkę! – pokazał palcem na czubek swojej skarpetki. Mama przykucnęła. – Ojej, faktycznie. To musisz szybko zmienić skarpetki na inne, kochanie. Te z dziurką poczekają na mnie w domu. Jak was odprowadzę do przedszkola, to je zaraz zszyję. Mam w koszyczku igłę i nitkę. Tymek szybko pobiegł po nowe skarpetki, a mama już czekała z rozłożonymi parasolami. Tola wzięła mały, przezroczysty w kwiatki, a Tymek dzielnie dźwigał większy, granatowy. Wyszli na zewnątrz, a deszcz delikatnie bębnił o parasole. – Mamo, dlaczego tak pada? – zapytała Tola, z ciekawością, obserwując spadające krople. – Bo jesień to taka pora roku, że lubi czasem popadać – odpowiedziała mama. – Chmurki są pełne wody i muszą ją oddać. Dzięki temu roślinki mają co pić, a my możemy pobawić się w kałużach. – A czy jutro też będzie padać? – dopytywał Tymek, uważnie stawiając kroki w swoich zielonych kaloszach. – Zobaczymy, synku. Może przyjdzie słonko i osuszy te kałuże. Ale nawet deszczowa pogoda ma swój urok, prawda? Możemy posłuchać, jak deszcz śpiewa na parasolach i popatrzeć, jak wszystko się błyszczy. Tropek radośnie podskakiwał obok nich, nie zwracając uwagi na deszcz. Jego merdający ogon zdawał się mówić, że każda pogoda jest dobra na spacer z ukochaną rodziną. Pod parasolami, w rytmie kropel deszczu, dotarli wesoło do przedszkola. – Mamo... – zapytał jeszcze Tymek, rozbierając się w przedszkolnej szatni – obiecujesz, że będziesz pamiętać o moich skarpetkach? Bardzo je lubię, bo na nich są moje ulubione traktory i chciałbym jeszcze trochę je ponosić. – Oczywiście, synku, jak tylko wrócę do domu, biorę igłę i nitkę i zabieram się za cerowanie. Po powrocie z przedszkola będziesz mógł je z powrotem założyć – powiedziała z uśmiechem mama. Tola i Tymek przytulili ją na pożegnanie, pogłaskali mokrego od deszczu Tropka i powędrowali do swojej sali, razem z nauczycielką. Mama zaś, jak tylko wróciła do domu, wprawiła igłę w ruch i zajęła się skarpetkową dziurką Tymka. Ulubione skarpetki to przecież ważna sprawa dla każdego przedszkolaka.
„Jesienna piosenka” - piosenka; sł. J. Żarniewska
Chodzi drogą późna jesień,
kołysanki śpiewa.
Stary niedźwiedź właśnie zasnął,
mysz pod miotłą ziewa.
Ref. To jesienna jest piosenka,
kap, kap, kap.
Nie za szybka, nie za wolna,
chlap, chlap, chlap.
Słota chodzi na paluszkach,
cicho się zakrada.
Chusteczkami łzy ociera,
bajki opowiada.
Otuliła świat szaruga,
wszędzie pełno błota.
Świat posmutniał i poszarzał,
liść ostatni opadł.
„Słota” – wiersz Joanny Żarniewskiej
Idzie chmura, będzie deszcz,
pod parasol spiesz się, spiesz!
Już wichura chłodem dmucha,
wita nas jesienna plucha.
Po kałużach jesień człapie,
błotem pryska, deszczem kapie.
Z drzew ostatni listek spadł,
listopadem pachnie świat.
„Ptaki pod lupą Toli i Tymka” – opowiadanie przyrodnicze
Tola, Tymek i Tropek byli na spacerze w parku. Tropek podbiegł do krzaczka i węszył, biegając dookoła.
– Co tam znalazłeś? – zainteresowała się Tola. Gdy podeszła bliżej, zobaczyła malutkie gniazdko, które teraz, gdy liście z krzaczka opadły, stało się widoczne. – Tropku, lokatora tego domku już nie ma – powiedziała Tola. – Pewnie jest już w trasie do kraju, gdzie jest ciepło i gdzie na drzewach i krzewach są liście, żeby ptaszek mógł się schować i znaleźć pożywienie. – Hmm, no tak, ale co jeszcze wiemy o ptakach? – zastanawiała się Tola.– Ja wiem, – zaczął wymieniać Tymek – że:– ptaki należą do grupy kręgowców, – ich szczęki (tu dotknął swojej) przekształcone są w dziób,– ciało mają pokryte piórami,– posiadają cztery kończyny, przy czym przednie są przekształcone w skrzydła,– młode wykluwają się z jaj, które składa samica,– zwykle ptasi rodzice opiekują się młodymi, – najlepiej rozwiniętym zmysłem ptaków jest wzrok i czuły słuch, chociaż nie posiadają widocznych uszu,– wiele z nich pokonuje co roku ogromne odległości. Tola słuchała z uwagą i nawet Tropek przestał węszyć, tylko stał z nastawionymi uszami, bo ptaki to naprawdę ciekawe stworzenia, między innymi ze względu na zdolność lotu. Wiele z nich znajduje się w herbach państw. W herbie Polski jest orzeł. Malarze umieszczali je często na obrazach jako symbol wolności, waleczności i dostojeństwa.
„Co wchłania wodę?” – opowiadanie Martyny Jelonek
Nareszcie nadszedł długo wyczekiwany, jesienny weekend! Tola, Tymek i pies Tropek od kilku dni myśleli wyłącznie o obiecanej wycieczce w góry. Do wędrówki mieli dołączyć również Kasia i jej brat Julek – przyjaciele z przedszkolnej grupy Toli i Tymka oraz ich tata. W sobotę, bladym świtem, mama weszła do pokoju dzieci, przerywając słodkie sny o niesamowitych przygodach na górskim szlaku: – Wstawać, śpiochy! – powiedziała prawie żołnierskim tonem, odsłaniając zasłony w pokoju. – Wszystko spakowane? – w drzwiach pojawił się tata. – Za kwadrans widzimy się w kuchni na śniadaniu. Musimy wyjechać z domu najpóźniej za godzinę. – Nie zapomnijcie o bidonach z wodą, chusteczkach higienicznych i zdrowych przekąskach, które zostawiłam dla was na biurkach wczoraj wieczorem – przypomniała mama idąca już korytarzem w stronę kuchni, gdzie pachniało świeżo zaparzoną przez tatę kawą. Tymek zerwał się na równe nogi. Lubił spać, ale nie chciał przegapić wycieczki. Zaczął natychmiast szukać plecaka, bo poprzedniego wieczora prawie zasnął podczas budowania schroniska górskiego z klocków i zupełnie zapomniał o pakowaniu. Na szczęście nie musiał go szukać – leżał w szafie i zapewne nie mógł się doczekać nowej przygody. Tola, leżąc jeszcze w łóżku, zerknęła na plecak brata i zrobiła dziwną minę – trochę zaskoczoną, trochę przestraszoną. – Co ci jest? – zapytał Tymek. – Plecaka nie widziałaś?– Rany… – wydukała Tola. – Przecież ja… ja… zostawiłam swój plecak u dziadków – powiedziała, a w jej oczach natychmiast pojawiły się łzy. – MA-MO! – wykrzyknął Tymek tak głośno, że usłyszeli go z pewnością nie tylko rodzice, ale i sąsiedzi mieszkający w domu po drugiej stronie ulicy. – RATUNKU! AWARIA!– Co się stało? – mama przybiegła do pokoju przestraszona. Na szlafroku miała plamę po kawie, którą wylała na siebie, gdy usłyszała krzyk syna. Na szczęście nie była już gorąca. –Jaka znowu awaria? – Tola nie ma plecaka! – powiedział Tymek, wskazując na zapłakaną, siedzącą na dywanie siostrę. – Koniec świata! Armagedon! Nie jedziemy! – dodał zrezygnowany i trochę zdenerwowany. – Wcale nie koniec świata… – westchnęła mama, pomagając Toli podnieść się z dywanu. – Poczekajcie chwilkę. Pójdę do garderoby. Powinnam mieć tam swój plecak jeszcze z czasów studenckich, kiedy chodziłam na piesze wycieczki co weekend – dodała i zniknęła. Po chwili tata przyniósł Toli znaleziony przez mamę plecak. Tola przez chwilę bała się, że dostanie jakiś staroć i Kasia będzie się z niej śmiała. Ale plecak, trzeba przyznać, wyglądał całkiem dobrze: był fioletowo-niebieski, mały i taki… śliski w dotyku.– Dzię… dzię… dziękuję – chlipała dziewczynka, ocierając łzę. – Już spokojnie, córeczko... – przytulił Tolę tata. – Nie ma takiego problemu, którego nie dałoby się rozwiązać razem, prawda, dzieciaki? – mrugnął okiem z uśmiechem. – No, teraz możecie się pakować! Tymek i Tola spakowali do plecaków bidony, przekąski i zawinięte w papier śniadaniowy kanapki. Tymek zabrał też notatnik i długopis oraz lupę i kompas, którego obsługi uczył go ostatnio dziadek. Tola wzięła pluszowego misia, któremu chciała pokazać góry, parasol w gwiazdki, kolorowankę, kredki i najważniejsze – kilka schowanych na czarną godzinę herbatników i paluszków oraz wszystkie małe drożdżówki ze stołu w kuchni. Niestety, ciastka były bez opakowania, bo w momencie otwierania rozerwała je na strzępy – tak to jest, gdy człowieka dopada wilczy głód. Następnie dzieci zeszły na dół, by zjeść z rodzicami śniadanie. Po kwadransie wszyscy, łącznie z psem Tropkiem, wsiedli do samochodu i ruszyli w drogę, by o ustalonej wcześniej godzinie spotkać się z Kasią, Julkiem i ich tatą na parkingu przy wejściu na górski szlak. Podczas wejścia na niezbyt wysoki szczyt wszyscy maszerowali wesoło i podziwiali widoki. Gdy po szarlotce i ziołowej herbacie wypitej w schronisku schodzili na dół, nagle z nieba spadł rzęsisty deszcz i wcale nie zapowiadało się, że sytuacja pogodowa ulegnie zmianie – jesienna pogoda lubi płatać figle. – Tato, podaj nam płaszcze przeciwdeszczowe – zawołał Tymek, którego bluza zaczęła przemakać. – Te kolorowe, które kupiliśmy wczoraj w kiosku. – Oj… – tata nerwowo przeszukiwał plecak. – Wygląda na to, że zapomniałem zabrać ich z bagażnika. Wszyscy spojrzeli na tatę z zawodem w oczach. Tylko Tropek wyglądał na szczęśliwego z powodu deszczu: biegał po kałużach i otrzepywał się co kilka kroków. Tola, która miała na sobie przeciwdeszczową kurtkę, podała bratu swój wyciągnięty z fioletowego plecaka parasol. Kasia i Julek schowali się pod wielkim płaszczem ich taty, a rodzice Toli i Tymka wyglądali,no cóż… jak zmokłe kury. Na szczęście niebawem dotarli na parking i schowali się przed deszczem pod drewnianą wiatą. – Her… her… herbatki? – zaproponował tata, któremu cała szczęka trzęsła się z zimna. – Poproszę herbatkę – Tymek odpowiedział, sięgając do plecaka. – Będzie w sam raz do mojej pysznej, świeżej i… MOKREJ kanapki! – westchnął. – Tego już za wiele… Chłopiec wyciągnął z plecaka wszystkie rzeczy. Wyglądały tak, jakby przed chwilą były głęboko pod wodą. Wszystko przemoczone do suchej nitki i suchego okruszka – w przypadku kanapki. Rodzice, Kasia, Julek i ich tata mieli w plecakach podobne kałuże. Tola bała się otworzyć swój plecaczek, bo nie chciała widzieć swojego ulubionego, pluszowego misia w takim mokrym stanie. A kolorowanki? Nawet wysuszenie ich na kaloryferze nie pomoże! – Tolu, otwórz plecak, niech miś pooddycha trochę świeżym powietrzem – zaproponował tata, który po kilku łykach ciepłej herbaty przestał trząść się jak galareta. – Jeśli zostawisz go w zamknięciu, wilgoć wytworzy nieprzyjemny zapach i nie pomoże nawet najlepszy płyn do płukania. Argument taty przemówił do Toli. Odsunęła suwak, wsadziła rękę po misia, który okazał się być… zupełnie suchy! – To jakaś magia! – wykrzyknęła. – Miś jest suchy, kolorowanki też, kanapka wygląda jak zrobiona przed chwilą i moje przekąski na czarną godzinę też nie toną w plecakowej kałuży! – wyjaśniła zaskoczona, podając każdemu członkowi wycieczki coś do zjedzenia, prosto z zapasów. – Dziwne… – skomentował Tymek. JAK TO WYTŁUMACZYĆ?
„Polska, mój piękny kraj” – wiersz Klaudii Opielskiej
Chociaż lat niewiele mamy,
to ojczyznę swoją znamy.
Biel i czerwień, barwy znane,
całym sercem ukochane.
A Warszawa to stolica,
swą historią nas zachwyca.
Tutaj dom nasz, przyjaciele,
miejsc przepięknych mamy wiele.
Plaże piękne nad Bałtykiem,
można pisać tam patykiem.
Na południu mamy góry,
ze szczytami, aż po chmury.
Tatry – tak się nazywają,
szczyt największy w Polsce mają.
Rysy, tak on się nazywa,
i jeziora piękne skrywa.
Kocham Polskę, mój kraj cały,
chociaż ze mnie Polak mały.
Hymn Polski „Mazurek Dąbrowskiego”
„Biały orzeł” – piosenka patriotyczna
„Wróciła wolna Polska” – piosenka patriotyczna
„Opiekun zwierząt” – opowiadanie Klaudii Opielskiej
– Tato! Tato! – wołała głośno Tola, biegnąc w przedszkolnej szatni do taty, który właśnie przyszedł odebrać dzieci. – Dzisiaj mieliśmy super gościa na zajęciach! – ekscytowała się dziewczynka, gdy w tym samym czasie pani przyprowadziła Tymka. – Tato! Muszę ci coś powiedzieć! – krzyknął chłopiec, jak tylko znalazł się obok taty. – Chyba nawet domyślam się co – odparł tata, mrugając do Toli. – No więc, ten leśniczy miał na sobie wszystko w kolorze zielonym! – ekscytowała się dziewczynka. – I przyniósł ze sobą zdjęcia zwierząt, które można spotkać w lesie! – kontynuował Tymek. – Pokazywał nam też domy zwierząt! wtrąciła Tola. – Na przykład wiewiórka ma spiżarnię w dziupli, a niedźwiedź śpi w gawrze! – A jeż na zimę zasypia w liściach! – dodał Tymek, podskakując. – I mówił, że zimą nie mają co jeść, bo wszystko jest przysypane śniegiem. – I wtedy, tato, ten pan leśniczy ma taki duży stół dla zwierząt, taki drewniany paśnik! – Tola rozłożyła ręce, próbując pokazać tacie jego rozmiar. – Sypie tam sianko dla saren, jeleni i dzików! – I ziarenka do karmnika dla ptaków! – Tymek kontynuował podekscytowany. – Żeby sikorki i wróbelki też miały co jeść! – Czyli leśniczy dba o leśne zwierzęta, żeby miały co jeść i gdzie się schować na zimę? – zapytał tata, udając, że jest bardzo zaskoczony. – Tak! – rodzeństwo krzyknęło chórem. – On jest przyjacielem zwierząt! – Wiecie co? Skoro tak wspaniale opowiadacie o paśnikach i karmnikach, to może zrobimy coś razem? – zaproponował tata, mrugając okiem. – Gdy następnym razem odwiedzimy dziadków na wsi, to zabiorę was na spacer do lasu. Poszukamy tego paśnika. Co wy na to? – zapytał tata, a oczy Toli i Tymka rozszerzyły się z ekscytacji. – Naprawdę? – zapytała Tola z niedowierzaniem. – Będziemy szukać prawdziwego paśnika? – dodał Tymek, już wyobrażając sobie leśną wyprawę. – Tak! Poszukamy śladów leśniczego i jego zwierzęcych przyjaciół. Tylko będziemy musieli być cicho, żeby ich nie przestraszyć – szepnął tata. – To będzie nasza mała, leśna misja! I może uda nam się też znaleźć domy jakichś leśnych mieszkańców, jakąś norkę albo kotlinkę. – Już nie mogę się doczekać, jak powiemy o naszych planach mamie! – szepnęła Tola i wszyscy pomaszerowali do domu.
„Dinozaury” – piosenka sł. i komp. J. Szarek, wyk. M. Palinka
Dzisiaj przenoszę się w czasie,
do bardzo starych lat.
Spotkałem dinozaura,
jest dla mnie jak brat!
Ref. Dino – to mój nowy kolega,
Dino – patrzcie, jak on biega!
Dino – tak wysoko lata,
lecę z nim na koniec świata!
Mój nowy przyjaciel Dino,
co wielkie zęby ma!
Lubi jeść bardzo dużo,
lecz o zdrowie dba!
I chociaż jest taki wielki,
i wielkie łapy ma.
To wcale nie jest groźny,
w piłkę ze mną gra!
