Informacja Administratora

Na podstawie art. 13 ust. 1 i 2 Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), Dz. U. UE. L. 2016.119.1 z dnia 4 maja 2016r., dalej RODO informuję:
1. dane Administratora i Inspektora Ochrony Danych znajdują się w linku „Ochrona danych osobowych”,
2. Pana/Pani dane osobowe w postaci adresu IP, są przetwarzane w celu udostępniania strony internetowej oraz wypełnienia obowiązków prawnych spoczywających na administratorze(art.6 ust.1 lit.c RODO),
3. jeżeli korzysta Pan/Pani z odnośnika na stronie będącego adresem e-mail placówki to zgadza się Pan/Pani na przetwarzanie danych w celu udzielenia odpowiedzi,
4. dane osobowe mogą być przekazywane organom państwowym, organom ochrony prawnej (Policja, Prokuratura, Sąd) lub organom samorządu terytorialnego w związku z prowadzonym postępowaniem,
5. Pana/Pani dane osobowe nie będą przekazywane do państwa trzeciego ani do organizacji międzynarodowej,
6. Pana/Pani dane osobowe będą przetwarzane wyłącznie przez okres i w zakresie niezbędnym do realizacji celu przetwarzania,
7. przysługuje Panu/Pani prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania lub prawo do wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania,
8. ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych,
9. podanie przez Pana/Panią danych osobowych jest fakultatywne (dobrowolne) w celu udostępnienia strony internetowej,
10. Pana/Pani dane osobowe nie będą podlegały zautomatyzowanym procesom podejmowania decyzji przez Administratora, w tym profilowaniu.
zamknij

Wiersze i piosenki na miesiąc październik

„Kosmiczne przygody” – opowiadanie na podstawie utworu Klaudii Opielskiej

Tola i Tymek uwielbiali przyglądać się nocnemu niebu. Każdej nocy, przed snem,

siadali na parapecie swojego pokoju i przyglądali się migoczącym punkcikom

na ciemnym niebie. Latem rodzice czasem pozwalali im poleżeć za domem na kocu i wypatrywać

spadających gwiazd. Tymek marzył, by kiedyś polecieć w kosmos i spotkać ufoludki.

Tola czasem żartowała sobie z jego marzeń, ale tak naprawdę sama była ciekawa, co kryje

się tam daleko, w przestrzeni kosmicznej.

Pewnej nocy, Tymek otworzył oczy i okazało się, że znajduje się w prawdziwej rakiecie, która

pędzi w kosmos. Kiedy spojrzał przez jej okno, zobaczył setki błyszczących gwiazd, kolorowe

planety i wirujące komety. W pewnym momencie rakieta wylądowała na małej, czerwonej planecie.

Tymek wysiadł i natychmiast został otoczony przez małe, kolorowe stworki z wielkimi

oczami i antenkami na głowach. Od razu wiedział, że były to ufoludki. Wszystkie skakały wokół

niego z radości, witając go serdecznie, a potem zaprowadziły go do swojej wioski. Chłopiec

bawił się z nimi cały dzień, jadł ich kosmiczne przysmaki i próbował uczyć się ich języka. Był

tak zachwycony, że wcale nie chciał wracać na Ziemię. W momencie, kiedy wsiadał do rakiety,

nagle otworzył oczy i z żalem stwierdził, że leży w swoim łóżku, a cała kosmiczna podróż mu

się tylko przyśniła. Szybko wyskoczył z łóżka i pobiegł do siostry i rodziców opowiedzieć im

o swoim niezwykłym śnie. Wszyscy byli nim zachwyceni. Tola słuchała z niedowierzaniem,

ale widziała, że Tymek jest bardzo podekscytowany. Kiedy rodzice usłyszeli o śnie swojego

synka, postanowili zabrać rodzeństwo do planetarium. Tola i Tymek byli zachwyceni pomysłem.

Na miejscu wszyscy podziwiali gwiazdy i planety na ogromnym ekranie, słuchali opowieści

o kosmosie i oglądali modele rakiet. Tymek czuł się tak, jakby znowu był w swoim śnie.

Po wizycie w planetarium rodzeństwo jeszcze bardziej pokochało kosmos. Cała rodzina zaczęła

czytać książki o planetach i gwiazdach, oglądać filmy dokumentalne i budować modele

rakiet. Tymek nadal marzył o spotkaniu z ufoludkami, a Tola utwierdziła się w przekonaniu, że

w kosmosie naprawdę kryje się wiele tajemnic.

 

„Kosmiczna wyprawa”- piosenka, sł. i komp. J. Szarek, wyk. K. Majerczyk

Lecimy dzisiaj w kosmos,

załoga już gotowa.

Rakieta na nas czeka,

to będzie wyprawa wyjątkowa!

Ref. Kosmos – dzisiaj wyruszamy!

Kosmos – przygodę zaczynamy!

Kosmos – uwaga startujemy!

Kosmos – lecimy tam, gdzie chcemy!

Pasy zapinamy,

do lotu już gotowi.

W kosmos wyruszamy

i może ufoludki poznamy!

To my astronauci

i nasze rakiety!

Lecimy wysoko,

tam, gdzie są planety!

To my astronauci,

z nami przygód wiele.

Od dziś ufoludki,

to nasi przyjaciele!

 

„Taki jeden sen”

Na moje okno spadła

gwiazdka jedna mała,

i jednym małym oczkiem

do mnie zamrugała.

Z górnej mej szuflady

jedna skarpetka wyjrzała,

z tą jedną małą gwiazdką

zaprzyjaźnić się chciała.

Jeden miękki kapeć

wysunął się spod łóżka,

do tańca z nim stanęła

jedna moja poduszka.

Co tu się dziać zaczęło,

ja tylko jeden wiem,

lecz przyznać muszę, że to był

tylko jeden sen.

„Tola i Tymek na tropie liter” – opowiadanie na podstawie utworu Klaudii Opielskiej

Był piękny, niedzielny poranek. Promienie słońca zaglądały przez okno pokoju

Toli i Tymka, którzy dopiero się obudzili. Mama i tata czekali już na nich w kuchni

z pysznym śniadaniem. Po zjedzeniu ulubionych kanapek z dżemem i wypiciu ciepłego kakao,

tata powiedział, jakie ma dla nich plany na dziś.

– Kochani, co powiecie na rodzinny spacer? Słyszałem, że w piątek w przedszkolu świętowaliście

Dzień Drzewa i wasza pani opowiadała wam o różnych drzewach, prawda? To może

dziś pójdziemy do parku podziwiać różne okazy?

– Może uda wam się rozpoznać gatunki, o których się uczyliście? – dodała radośnie mama.

Tymek od razu podskoczył z radości.

– A Tropek może iść z nami? – zapytała Tola.

– Oczywiście! – uśmiechnęła się mama, głaszcząc Tropka, który merdał wesoło ogonkiem.

Decyzja zapadła i wszyscy wyruszyli razem na spacer w stronę parku. Tymek trzymał Tropka

na smyczy, bo w miejscach publicznych psy zawsze powinny być pod opieką.

– Mamo, tato, a wiecie co? W przedszkolu poznałem w tym tygodniu nową literę! To litera

„a”! – oświadczył z dumą chłopiec.

– O, to wspaniale, synku! – pochwalił go tata. – A może podczas naszego spaceru poszukamy

rzeczy, których nazwy zaczynają się na literę „a”? Co wy na to? – zapytał.

Tola i Tymek z entuzjazmem pokiwali głowami.

Już na początku spaceru, gdy przechodzili obok zaparkowanych samochodów, Tola

krzyknęła:

– Patrzcie! Auto! Zaczyna się na „a”!

– Brawo Tolu – pochwaliła dziewczynkę mama. – A co widzicie tam wysoko na dachu tego

domu? – wskazała palcem.

Rodzeństwo spojrzało w górę. Na jednym z kominów widać było drucianą konstrukcję.

– To jest antena! – wykrzyknął Tymek, przypominając sobie, co jego nauczycielka mówiła

o odbieraniu sygnałów – Antena też jest na „a”!

– Świetnie wam idzie! – uśmiechnął się tata. – A teraz popatrzmy na te piękne drzewa. O,

zobaczcie jaki wysoki dąb! Jego liście mają charakterystyczny kształt.

Dzieci podeszły bliżej i dotknęły szorstkiej kory. Tropek obwąchał korzenie, a Tymek przyglądał

się zielonym liściom.

– A wiecie, jak nazywa się tamto drzewo? – mama wskazała palcem.

– Takiego jeszcze nie widziałam – powiedziała Tola.

– To akacja – oświadczyła mama.

– „A” jak akacja – krzyknęły prawie równocześnie dzieci.

– Jej kwiaty bardzo ładnie pachną – dodała mama i nachyliła w dół gałązkę, żeby Tola

i Tymek mogli powąchać.

Spacerowali dalej, podziwiając różne gatunki drzew. Przyglądali się wysokim sosnom z igłami,

brzozom z białą korą i rozłożystym klonom. Nagle Tymek zatrzymał się i wskazał na

pojazd, który przejeżdżał ulicą idącą wzdłuż parku.

– Autobus! – krzyknął. – „A” jak autobus!

– Brawo, synku – pochwalił go tata – wygląda na to, że całkiem dobrze radzisz sobie z literą „a”.

Spacerując dalej, dotarli do rabatki, na której rosło mnóstwo kwiatów.

– Mamo, co to za kwiaty? – zapytała Tola, a Tropek zaczął już je obwąchiwać, merdając

ogonkiem.

– To są astry – powiedziała mama.

– „A” jak astry! – krzyknęła zadowolona Tola, schylając się, żeby powąchać kwiaty.

Wszyscy usiedli na pobliskiej ławce, żeby odpocząć i nacieszyć się pięknem jesiennego parku.

Tropek położył się u ich stóp, a Tola i Tymek z radością opowiadali o wszystkich „a”, które

udało im się wytropić podczas spaceru.

– Widzicie, ile ciekawych rzeczy zaczyna się na literę „a” – powiedział tata. – A wszystko

dzięki temu, że Tymek tak pilnie uczy się w przedszkolu.

Wracając do domu, dzieci były pełne wrażeń i nowej wiedzy. Spacer nie tylko pozwolił im

podziwiać piękno jesiennej przyrody, ale także stał się wesołą lekcją o literze „a”.

 

„Jesień w parku” – wiersz Elżbiety Żurakowskiej

Jesień po parku biegała,

kolory liściom zmieniała.

Słoneczko jej pomagało,

srebra i złota dodało:

rudości, brązu, czerwieni,

rzuciło też trochę żółcieni.

Kolory się wymieszały,

zmieniły w bajkę park cały.

Drzewa z radości szumiały,

listki na ścieżkę zrzucały.

Gdy jesień się troszkę zmęczyła,

odpocząć postanowiła.

Usiadła tuż przy furteczce,

na małej parkowej ławeczce,

w alejkę z dumą spojrzała:

„Robota mi się udała!”

 

„Kasztany” –  wiersz Joanny Żarniewskiej

Spadają, spadają brązowe kasztany,

i ścielą na ziemi rudawe dywany.

Brązowa kuleczka śle uśmiech z daleka,

podejdę, bo czuję, że już na mnie czeka.

Ten lśniący, ten gładki kasztanek w mej ręce,

ukryję w kieszeni – przyniesie mi szczęście.

A jeśli nazbieram kasztanów ciut więcej,

to zrobię laleczkę w kolczastej sukience,

to zrobię ludzika z tycimi butkami,

z rączkami z zapałek, z ustami z korali.

Gdy zbiorę już dużo kasztanów w koszyku,

narobię przeróżnych zabawek bez liku.

 

„Liściobranie” – opowiadanie Martyny Jelonek

W przedszkolu Toli i Tymka jesień rozgościła się na dobre. Widać to było zwłaszcza

w szatni, gdzie królowały kalosze, płaszcze przeciwdeszczowe, czapki,

szaliki i wodoodporne kurtki. Rankiem przez okno widać było gęstą mgłę lub

deszcz, a dzień stał się nagle zdecydowanie krótszy niż latem – po podwieczorku robiło się

już ciemno na tyle, że pani nauczycielka musiała włączać światło na sali. Od czasu do czasu

ktoś kichnął, na stole pojawiły się chusteczki higieniczne, a ciepłe kakao do śniadania i zupa

dyniowa lub rosół na obiad smakowały jak nigdy dotąd i przyjemnie rozgrzewały dzieciom

brzuchy. Jesienne poranki zazwyczaj były powolne i senne, ale nie tym razem – nauczycielka

miała doskonały plan na zajęcia w terenie.

– Kochani, dziś wybierzemy się na spacer, aby poszukać tego, co jesienią jest najbardziej kolorowe,

różnorodne i występuje praktycznie w każdym miejscu – oznajmiła tajemniczo pani,

gdy dzieci kończyły już śniadanie.

– Kolorowe i różnorodne? – powtórzyła z zaciekawieniem Tola. – Czy chodzi o… parasole?

Występują dziś na prawie każdym wieszaczku w szatni. Sama widziałam! – dodała, dumna

ze swojej spostrzegawczości.

– No co ty, kolorowych parasoli wcale nie ma tak dużo. Moi rodzice mają jakieś ciemne

i smutne, jak większość poważnych dorosłych… – stwierdził Janek. – Myślę, że pójdziemy do

warzywniaka i poszukamy jesiennych owoców i warzyw. Dynie, jabłka, cukinie, śliwki i różne

inne pyszności.

– Niezupełnie… Czy ktoś ma jeszcze jakiś inny trop? – zapytała pani. – Dodam, że chodzi

o coś lekkiego i szeleszczącego.

– No to, jeśli nie są to płaszcze przeciwdeszczowe z supermarketu, to może… liście? – niepewnie

odpowiedział Tymek. – Te jesienne są żółte, brązowe, pomarańczowe, czerwone,

a nawet trochę złote…

– Bingo, Tymku! – pochwaliła chłopca pani. – Dziś wyruszamy na liściobranie! Pozwólcie

jednak, że najpierw coś wam pokażę. Zrobimy sobie małe szkolenie z wiedzy o liściach! –

wyjaśniła, po czym włączyła projektor i komputer.

Po chwili dzieci zobaczyły na ścianie kolejno kilka różnych liści.

– Ten na samej górze, to liść kasztanowca. Może coś wam przypomina? – zapytała

nauczycielka.

– Wygląda jak dłoń – każdy liść to jeden palec i wszystkie są ze sobą połączone jedną łodygą!

– oznajmiła Kasia.

– Masz rację, Kasiu – pochwaliła dziewczynkę pani. – Musicie jednak wiedzieć, że czasem

liść kasztanowca składa się z więcej niż pięciu mniejszych listków, a palców u dłoni mamy

tylko pięć – uśmiechnęła się. – Ale rozłożona dłoń to świetne porównanie. Spójrzcie, proszę,

na kolejny liść. Pochodzi on z drzewa o nazwie klon.

– Mniam! Uwielbiam syrop klonowy… – wspomniał Tymek, masując się po brzuchu. –

Najlepszy dodatek do naleśników i różnych placuszków. Prawdziwa gwiazda wśród słodkości!

– Ten liść w zasadzie trochę wygląda jak gwiazda… – stwierdziła Ola.

– Tak, Olu! – klasnęła w dłonie pani. – Liść klonu przypomina gwiazdę. Ma pięć, a czasem nawet

siedem dużych, ostro zakończonych klap. Jest też lekko ząbkowany na brzegach. A ten?

– zapytała pani, wskazując na obrazek kolejnego liścia.

– To jest chyba liść miłości, bo ma kształt serduszka! – powiedziała Tola, rozśmieszając

część grupy.

– To liść lipy, który kształtem rzeczywiście przypomina serce, a jego brzeg jest drobno piłkowany.

Widzicie te urocze, małe ząbki? – zapytała pani. Zerknijcie na kolejny liść – tym razem

topoli.

Dzieci przypatrywały się chwilkę kolejnemu zdjęciu, milcząc.

– Ale…, ale… to chyba ten sam liść – nieśmiało powiedziała Tola. – Nic się nie zmieniło.

– Może to jego brat bliźniak, a pani próbowała trochę nas nabrać? – zapytał Julek.

– Nie, kochani. To naprawdę inny liść, liść topoli – pani wyciągnęła z szuflady biurka dwa

liście. – Spójrzcie: tutaj trzymam liść lipy, przypominający serce, a w drugiej ręce liść topoli.

Bardziej podłużny, bez wycięcia przy łodyżce, z wyraźnymi ząbkami.

– A! – wykrzyknął Tymek. – W takim razie to nie pani płata nam figle, tylko natura! Trzeba być

naprawdę spostrzegawczym, żeby je odróżnić.

– I właśnie za chwilę będziemy mieli okazję, by tę spostrzegawczość poćwiczyć w terenie –

oznajmiła nauczycielka. – Weźmiemy do parku trzy koszyki i podzielę was na trzy zespoły.

Każdy zespół będzie miał za zadanie zebrać liście klonu, kasztanowca i topoli. Zobaczymy,

któremu zespołowi uda się zebrać najwięcej liści. Zrobimy z nich piękne, jesienne bukiety.

Dzieci aż tupały nogami z podekscytowania. Czas w parku miło upłynął na godzinnych poszukiwaniach.

Pani cały czas przypominała dzieciom, by uważnie śledziły naturę i pamiętały, że

w koszykach powinny znaleźć się wyłącznie liście klonu, kasztanowca i topoli. W parku było

mnóstwo innych drzew, więc zadanie wcale nie było takie proste, jak mogłoby się wydawać.

– Jeśli chcecie, możecie skorzystać z kilku lup, które wzięłam ze sobą – zaproponowała pani.

Większość dzieci skorzystała z lupy, przy okazji obserwując fascynujące żyłki na liściach.

– Szkoda czasu na patrzenie przez lupę! – oznajmił głośno Antek. – Lepiej zebrać więcej liści

niż tracić cenne minuty.

Po powrocie i obiedzie nastąpiło wielkie liczenie liści. Pierwsza grupa, do której należał

Tymek, zebrała trzydzieści liści. Druga, na czele z Tolą, czterdzieści jeden liści, a trzecia grupa,

Antka, zebrała aż pięćdziesiąt.

– Wygraliśmy! – Antek wyskoczył w górę niczym kangur.

Okazało się, że pierwsze miejsce zajęła jednak drużyna Toli. JAK TO SIĘ MOGŁO STAĆ?

 

„Poranek Tymka” – opowiadanie na podstawie utworu Klaudii Opielskiej

Był chłodny jesienny poranek. Mama właśnie mnie obudziła, bo był najwyższy

czas szykować się do przedszkola. Moja siostra Tola już dawno była ubrana, bo to ja z naszej

dwójki jestem większym śpiochem. Słońce już wstało, czas i na mnie! Przeciągam

się leniwie, ziewam cichutko i podnoszę ręce wysoko do góry. Muszę się ciepło ubrać,

bo na dworze może być chłodno. Najpierw zakładam buty – pochylam się i starannie wiążę

sznurówki, potem wkładam ręce do rękawów mojej ulubionej kurtki. Gotowy, otwieram

drzwi i wychodzę z domu. Pamiętam, żeby iść chodnikiem, bo tam jest bezpiecznie

dla wszystkich pieszych. Maszeruję więc żwawo z Tolą za rękę, wysoko unosząc kolana.

O, patrzcie! Widzę moich kolegów! Zatrzymuję się na chwilę i macham do nich wesoło ręką.

Idziemy razem dalej i zbliżamy się do przejścia dla pieszych – widzicie te białe pasy na jezdni?

Zwalniamy kroku i zatrzymujemy się przed wyznaczoną linią. Musimy poczekać na zielone

światło dla pieszych. Wszyscy patrzymy uważnie na sygnalizator. Hurra, zaświeciło się zielone!

Teraz możemy bezpiecznie przejść na drugą stronę ulicy, ale pamiętamy, żeby jeszcze raz

rozejrzeć się w lewo i w prawo i jeszcze raz w lewo, żeby upewnić się, że nic nie jedzie. Czasem,

kiedy przechodzę na drugą stronę ulicy, trzymam mocno mamę za rękę. Wtedy wiem, że jestem

bezpieczny, bo mama zna się najlepiej na przepisach ruchu drogowego. Jesteśmy już po

drugiej stronie, więc idziemy dalej chodnikiem. Ojej, tutaj jest duża kałuża! Musimy ją ostrożnie

przeskoczyć, żeby nie zmoczyć naszych butów. Patrzcie! Już widzę moje przedszkole! To ten

kolorowy budynek z dużą liczbą okien. Robię jeszcze jeden krok do przodu i uśmiecham się szeroko

– jestem na miejscu. Bezpiecznie dotarliśmy do przedszkola. Wchodzę do środka i witam

się z panią i wszystkimi moimi kolegami. Pamiętajcie dzieci, że nasza droga do przedszkola

może być bardzo ciekawa, ale zawsze musimy być ostrożni i pamiętać o wszystkich zasadach

bezpieczeństwa na drodze. Dzięki temu zawsze bezpiecznie dotrzemy do celu.

 

„Rower” piosenka, sł. A. Bayer, muz. J. Woźniewski

Jadę szybko na rowerze,

kręcą się dwa kółka.

Prosto trzymam kierownicę,

jestem mistrz podwórka.

Ref. Tur turtur, tur turtur,

z górki i pod górkę.

Jadę szybko na rowerze,

dogoniłem chmurkę. x2

Wietrzyk targa moje włosy,

słonko mnie opala.

Miło jechać na rowerze,

gdy mama pozwala.

 

„Pilot” – wiersz Joanny Żarniewskiej

Miś puchaty dzisiaj rano

machnął łapką: – Lecę, mamo!

Wsiadł do swego misiolotu,

by dwie pętle zrobić wokół.

I ruszyły w ruch turbiny,

tej misiowej cud-maszyny.

A miś mocno zapiął pas,

bo przygody nadszedł czas.

I poleciał hen wysoko,

gdzieś ku słońcu, ku obłokom.

Z góry widział różne wzory,

linie, plamy i kolory.

Domy – klocki, ludzie – mrówki,

drzewa – małe, jak borówki.

Rzeki – wstążki, lasy – krzaczki,

drogi – małe, jak robaczki.

Zwiedził wszystko w okolicy,

białe chmurki też policzył.

A gdy wreszcie się nalatał,

miękko wylądował w krzakach.

Gdy zobaczysz w górze hen,

machającą łapkę, ster,

pomyśl, że tam właśnie leci

miś pluszowy – kompan dzieci.